Puder z arszenikiem, kremy z rtęcią… czyli innymi słowy zabójcza cena piękna!

Wkrapianie cytryny do oczu, kremy z rtęcią czy też puder z arszenikiem to zaledwie niektóre sposoby wykorzystywane praktycznie od wieków przez kobiety. Spytacie w jakim celu? No cóż odpowiedź jest banalnie prosta – po to, żeby być piękniejszą! Odkąd tylko kobiety mogły zobaczyć same siebie, czyli dokładnie odkąd ujrzały swe lica w strumieniach czy też źródłach to chciały wydawać się piękniejsze, strojniejsze oraz atrakcyjniejsze dla płci przeciwnej. Otóż odwieczne atrybuty kobiecej urody to: policzki, ust  oczy, które zostały wystawione na wszelakiej maści eksperymenty,  które miały uczynić je piękniejszymi, czasami nawet za cenę życia. Chcąc nie chcąc tak było od czasów starożytności i w jakimś stopniu nie zmieniło się to do dzisiaj.

Już w starożytności blada cera była niczym na wagę złota i stała się synonimem piękna. Dawniej Greczanki dla jasnej cery nakładały na noc maseczkę z chleba i mleka, a w dzień jasny puder. Natomiast kremy znane były już w starożytnym Egipcie, a w 1926 roku naukowcy – Chapman oraz Plendeletith poddali analizie znaleziony w egipskich grobach słoiczek z kremem. Główną podstawą kremu był tłuszcz zwierzęcy, którego było aż 90 procent, natomiast pozostałe 10 procent to były żywice oraz balsam. Oprócz tego kremy te tworzone były na lanolinie, która jest wykorzystywana do dziś. Za to w starożytności odmładzające, a także upiększające kosmetyki składały się przede wszystkim z w Ina, Liwy, mirry oraz wątroby jaszczurek. Jeśli kobiety chciały zaróżowić swoje policzki to używały do tego maku namoczonego w zimnej wodzie.

Poza tym chyba każdy słyszał o upuszczaniu krwi u kobiet dla białej cery co było częstą praktyką na dworach europejskich XIV wieku, natomiast starożytne Egipcjanki dla tego efektu stosowały pijawki. Ciekawym pomysłem na niemal porcelanową cerę było picie octu albo całkowite unikanie słońca i powietrza. Dużą popularnością cieszyło się także domalowywanie na twarzach niebieskich żyłek. Tak naprawdę moda na bladą cerę minęła dopiero w latach 20stych ubiegłego wieku, kiedy to Coco Chanel zaczęła promować opaleniznę. Niestety to z czasem znów zaczęło przysparzać problemów zdrowotnych.

Następnie, po wiekach surowego średniowiecza na twarze oraz ciała mężczyzn i kobiet Europy wkroczyły róż oraz pudry. Samego pudru używali niemal wszyscy, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ponieważ miał on chronić przed bakteriami, ale w rzeczywistości maskowano nim brud. Generalnie pudy oraz róże zawierały biały ołów, rtęć oraz kredę. To te substancje powodowały nie tylko problemy z cerą, ale w najlepszym wypadku także utratę włosów, a w najgorszym życia. Jeżeli chodzi o zmarszczki i fałdy to pokrywano je grubą warstwą bieli ołowiane i kredy – te szkodliwe substancje stosowano we Francji w XVIII i XIX wieku pod nazwą „blanche” czyli tzw. Bielidło.